Majgull Axelsson “Pępowina”

Czy brak miłości się dziedziczy? I czy da się od tego uciec?

Małe szwedzkie miasteczko. Jesienny sztorm. Nadciąga powódź. Grupa mieszkańców znajduje schronienie w restauracji Minny.

Z czasem aż trudno uwierzyć, że to przypadek ułożył listę przepełnionych trwogą gości… Restauracja staje się dla nich więzieniem. Schwytani w pułapkę, z godziny na godzinę coraz bardziej rozpaczliwie wypatrują ratunku. Stres wyzwala w nich skrajne emocje, uwalnia demony przeszłości, na jaw wychodzą coraz mroczniejsze tajemnice…

/opis z lubimyczytac.pl/

Lolanta:

Podczas sztormu, który przyniesie też powódź, restauracja „U Sally” staje się przystanią rozbitków. Spotkają się tu mieszkańcy miasteczka, kilka „osobistości” i zupełnie przypadkowych osób. O ich zwierzeniach, plotkach i wyznaniach można by niejedną książkę napisać. Majgull Axellson podsłuchała, co dzieje się w sercach przerażonych kataklizmem ludzi i sprowadziła je do pewnej prawdy: matka to najważniejsza osoba w życiu każdego człowieka. Mimo przeciętej po porodzie pępowiny, nigdy nie da się rozłączyć jej z dzieckiem. Nieważne, jak bardzo różnią się poglądy, sposób patrzenia na świat matki i córki, czy jak wiele krzywd będą sobie nawzajem wyrządzać – zawsze będą sobie w jakiś sposób bliskie, choćby miała je łączyć jedynie nienawiść.

Choć nie ze wszystkim, co mówili bohaterowie, zgadzałam się, a natłok bohaterów mylił mnie, kto jest kto, powieść bardzo mi się podobała. Zmusza do refleksji, nie zostawia pustki, która natychmiast każe sięgać po kolejną książkę, ale zmusza do zatrzymania się na moment i zastanowienia się nad treścią. Chcę więcej Axelsson J

Moja ocena w skali lubimyczytac.pl: 7/10, czyli bardzo dobra

Miss Attitude:

Pierwsza książka w tym roku przeczytana na PKK, która tak mi się spodobała! Zaciekawiła swoim nieco mrocznym klimatem i przyciągnęła tajemnicą niektórych bohaterów, każąc zastanowić się również nad swoimi relacjami rodzinnymi, czy moja pępowina jest odcięta czy może oplata mnie zbyt ciasno, nie pozwalając w pełni oddychać?

To historia o miłości oraz jej braku, o wychowaniu oraz błędach w nim popełnianych, dziedziczeniu, także obaw i lęków. Drażniła mnie jedynie postać Miedzianego Anioła, nadawał cierpieniu głównej bohaterki Minny jakiegoś schizofrenicznego wymiaru, jakby jej przeżycia i odczucia były jedynie urojeniami.

Gadanie nie pomaga na nic. Gadanie rwie i niszczy. Gadanie żłobi w ludziach wielkie dziury, wielkie, ohydne dziury, które cuchną kloaką. To właśnie robi gadanie. Bo gadanie jest zawsze kłamliwe. To po prostu kłamstwo, lipa i zmyślenie. Po prostu nie da się powiedzieć prawdy. To niemożliwe. Język nie został po to stworzony, żaden ludzki język. A mimo to ludzie mówią. Cały czas. Gadają, gadają i gadają, nigdy nie rozumiejąc, że tylko kręcą się w kółko, zakłamując każdą minutę…

A jeśli nie jesteś zadowolona z małżeństwa, to się rozwodzisz. Po prostu. Paf! Rozbijasz dom, zostawiasz męża i dziecko, po prostu sobie odchodzisz. A to nie jest – poza wszystkim innym – jak pragnę zdrowia, takie proste, to już mogę powiedzieć. Jak się rozwiedziesz, to musisz mieć nowy dom, a tego nie da się zrobić bez masy pieniędzy, a potem trzeba ruszyć na poszukiwania kolejnej połówki, a wtedy musisz mieć pieniądze na fryzjera i nowe ciuchy, i wykwintne jedzenie, i cholernie dobre wino. Potem jak już się znajdzie kogoś nowego, to trzeba znowu wprowadzić się do siebie, a wtedy potrzebne są nowe inwestycje, a jeśli małżonek po jakimś czasie już nie pasuje, to trzeba znowu gaaaaadać. Omówić to. Otworzyć suwak, który ma na brzuchu każdy człowiek i wyjąć na kuchenny stół wszystkie jego wnętrzności. Serce i płuca. Wątrobę i nerki. Oczywiście. A jeśli gdzieś znajdzie się jakąś skazę, to trzeba znowu się rozwieść.

Bo człowiek ma przecież prawo być szczęśliwy. Ma się prawo poślubić kogoś perfekcyjnego. Zwłaszcza jeśli jest się babą. Prawda? Tak przecież mówi prawo. A jeśli i tak nie jest się totalnie szczęśliwym przez cały czas, jeśli człowiek nie budzi się co rano i nie śpiewa tralalala, to naprawdę nie jest to jego wina. Wtedy jest to wina matki. Albo ojca. Zwłaszcza ojca, bo jest przecież facetem, a faceci nie mają obecnie najlepszych notowań. Ojciec nie zapewniał wystarczającej akceptacji. Nie uśmiechał się. Albo nie mówił. Jasne. Bo samemu oczywiście nie ma się żadnej odpowiedzialności za swoje własne życie… Absolutnie nie.

Tylko co w takim razie z nami? Ze zwykłymi nami. Z nami, którzy nie umiemy być szczęśliwi. Z nami, którzy wiemy, że próbować zagadać rzeczywistość jest całkowicie bezsensowne, że ten cały syf i tak jest, jaki jest. Co mamy ze sobą zrobić? Mamy tylko siedzieć i znosić cholerne napaści tych, którzy gadają?

Michaił Bułhakow „Mistrz i Małgorzata”

mistrz-i-malgorzata-b-iext33694726„Mistrz i Małgorzata” to nie tylko najważniejsza powieść XX wieku, ale jedno z najbardziej tajemniczych dzieł światowej literatury, pełne zagadek, symboli, niedopowiedzeń.

Mogłoby się wydawać, że o arcydziele Bułhakowa powiedziano już wszystko. Po 50 latach od ukazania się książki Grzegorz Przebinda wraz z żoną Leokadią i synem Igorem udowadniają swym nowym tłumaczeniem, że to nieprawda. Odkrywają kolejne warstwy fascynującej historii, rozwiewają wątpliwości i polemizują z poprzednimi przekładami. Oferują nowy klucz do odczytania tej wielkiej księgi, przybliżając ją współczesnemu czytelnikowi. To prawdopodobnie pierwszy przypadek, gdy przypisy czyta się z równą fascynacją co tekst samej powieści.

/opis z lubimyczytac.pl/

Lolanta:

Nie czuję się na siłach, by pisać o tej książce, bo najwidoczniej jej nie zrozumiałam. Czytałam ją dwa lata temu, nie skończyłam. Teraz na rzecz PKK miałam powtórzyć, ale niestety zabrakło czasu. Cóż, może następnym razem .

Miss Attitude:

Wzięłam się uczciwie do lektury, ale niestety przytłoczyła mnie ta książka. Często mam tak z wielkimi powieściami, które powinnam znać i pokochać. Kolejny raz tak się nie stało, czytało mi się ja ciężko i w pewnym momencie w ogóle nie wiedziałam już o czym jest ta książka. Być może inni czytelnicy mogliby powiedzieć o niej coś więcej?

Simon Sebag Montefiore „Saszeńka”

352x500Powieść przedstawiająca dramatyczne losy trzech kobiet z bogatej rodziny pochodzenia żydowskiego na tle burzliwych dziejów Rosji od czasów cara Mikołaja II aż do lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Simon Montefiore, autor m.in. biografii Stalin. Dwór czerwonego cara, Stalin młode lata despoty, nasycił powieść realiami życia codziennego i politycznego dwudziestowiecznej Rosji.To książka, od której nie sposób się oderwać, przedstawiająca autentyczny obraz związku Radzieckiego za czasów Stalina, a swym epickim rozmachem i znakomicie narysowanymi postaciami przypomina powieści Tołstoja. /Daily Mail

/opis z lubimyczytac.pl/

Lolanta:

Kiedy poznałam Saszeńkę, myślałam, że to o niej od początku do końca będzie ta książka. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak się stało, bo to bardzo silna postać, niezwykła osobowość. I owszem, tytułowa bohaterka przejmuje prym, jednak to nie tylko jej opowieść. „Saszeńka” Simona Motefiore to wspaniale opowiedziane dzieje pewnej rodziny. Rodziny, w której poglądy i charaktery mocno się różniły, co (między innymi) doprowadziło do lawiny zdarzeń. Książka podzielona jest na trzy części: rok 1916, 1939 oraz 1994. Na przełomie lat możemy obserwować losy Saszeńki i jej bliskich, odkrywać, co tak naprawdę się wydarzyło i jakie były tego konsekwencje. Kiedy pierwsza część wydaje się dość zabawna (momentami), tak, im dalej, tym groźniej i straszniej się dzieje. Przesłuchania, rosyjskie więzienia, Stalin i jego przyboczni zostali tak realistycznie opisani, że miałam wrażenie, że to historia oparta na faktach. Jednak autor w posłowiu oświadcza, że to zmyślona opowieść, inspirowana dziejami różnych ludzi, na podstawie ich listów i dokumentów. Przygotujcie się na bardzo wciągającą opowieść, o której jeszcze długo będziecie pamietać.

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra)

Miss Attitude:

Początkowa lektura utwierdzała mnie w przekonaniu, że będzie to bardzo historyczna powieść i nic mnie w niej nie zaskoczy.  Akcja rozkręca się jednak z każdym rozdziałem, szczególnie interesujące są dorosłe losy Saszeńki oraz dramatyczne losy jej dzieci.  Nie jest to typowa historyczna książka o walce z komunizmem i jej perypetiach, ale o młodej dziewczynie, która w młodym wieku, pod wpływem swojego wuja, zakochuje się w idei komunizmu i zrobi wszystko dla dobra sprawy, poświęci nawet dobro rodziny i swoje.

W prosty sposób ukazany jest  mechanizm i podłość stalinowskiej Rosji, wplecione są  losy fikcyjnej Aleksandry w prawdziwą historię Rosji, idealnie odwzorowaną przez autora, który jest historykiem.

Polecam przede wszystkim fanom stalinowskiej Rosji i tego okresu, w innym przypadku mogą szybko się znudzić.

Moja ocena: 6/10 (dobra, gdyby nie nudne momenty, to byłaby bardzo dobra)

„Cwaniary” Sylwia Chutnik

„Całkiem współczesna powieść łotrzykowska autorki brawurowej „Dzidzi” i „Kieszonkowego atlasu kobiet”.

Cztery kobiety z warszawskiego Mokotowa postanawiają wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Właściwie na cztery pary rąk, żadna z nich bowiem nie boi się bezpośredniej walki. Działają pod osłoną nocy, która sprzyja vendetcie. Brutalni mężowie i chciwi deweloperzy muszą się mieć na baczności! Opowieść o nocnej Warszawie, śmierci i idealnie skrojonej zemście. Ta śmieszno-smutna historia jest zarazem głosem w dyskusji o kobietach i polskości. Książka z ilustracjami Marty Zabłockiej.”

/opis z lubimyczytac.pl/

Lolanta:

Halina, Celina, Stefa, Bronka… te dziewczyny to postrach Warszawy. Chuliganki, czy superbohaterki? Robin Hood współczesności – bronią słabych przed mięśniakami – złymi ludźmi.

Bronka szczególną wrogość odczuwa wobec pijaków w autobusach. Na co dzień pani prawnik, w szpileczkach i garsonce, wieczorem idzie się wyżyć do nocnego. „Czyści ulice”, tak jak czyste jest jej mieszkanie z pynem do naczyń i gąbką ustawionymi pod idealnym kątem. Ani milimetra dalej. Ma coraz mniej siły. Rak je jej odbiera.

A Halina? Halina jest w ciąży. Zaawansowanej. Ale bije się dalej. To sposób na życie. Wciąż sobie mówi: to już ostatnia bójka, ale potem znów coś wyskoczy i idzie się bić. Może uda jej się w tych akcjach znaleźć mordercę Antka i pomścić go.

„Cwaniary” Sylwii Chutnik bywają jednocześnie śmieszne i smutne do bólu. Chcesz polubić bohaterki, ale to co robią niekoniecznie wzbudza twój zachwyt. Świetnie napisana, wciągajaca i oryginalna powieść może przypaść do gustu zarówno damskiemu, jak i męskiemu gronu czytelniczemu. Kobiety z misją zaskoczyły mnie nie tylko charakterami, ale i sposobem myślenia. Odrobinę przypomina mi to Thelmę i Louise, choć tu „cwaniary” zostają na miejscu, poruszając się tylko w obrębie własnego rejonu. Dziewczyny z dzielni – można się ich bać, albo do nich właśnie zwrócić po pomoc. Warto przejść się z nimi po Warszawie, byle nie nadepnąć żadnej na odcisk, bo zemsta w ich wykonaniu może być okrutna. Mocno przerysowane, ocierajce się się o Tarantino postacie na pewno nie są nudne. O co się biją? Sprawdzcie sami. Polecam 🙂

Ochota, Żoliborz, Bródno

Tak tu nudno, nudno.

Sadyba, Szmulki, Śródmieście

Kiedy to się skończy wreszcie?

Jelonki, Powiśle, Żerań

Chyba umieram, umieram.

Wola, Czerniaków, Okęcie

Jestem na zakręcie.

Praga, Targówek, Mokotów

Dość mam tych kłopotów!

Włochy, Ursus, Młociny

Pomszczą mnie dziewczyny.

Moja ocena w skali lubimyczytac.pl: 7/10 (bardzo dobra)

„Obca” Diana Galbadon

Miłość silniejsza niż czas.

Akcja tej sugestywnej powieści, pełnej zwrotów i zaskakujących zdarzeń, rozpoczyna się w roku 1945. Claire Randall, jeszcze niedawno wojenna pielęgniarka, spędza wakacje w Szkocji. Dotknąwszy starego kamienia, nieoczekiwanie… przenosi się w przeszłość. Trafia w niespokojne czasy, znaczone wojną domową, przesądami i szaleństwem czarów. Nie ma pojęcia, jak odnaleźć się w roku 1743. I nie wie, że w nowym i niezrozumiałym świecie czeka miłość jej życia: Jamie, z którym los połączy ją na dobre i na złe.

Portret wspaniałej, silnej kobiety, niezapomniana love story i kapitalnie odmalowana rzeczywistość zachwyci miłośników przygód, romansów i powieści historycznych. Nic dziwnego, że książki Diany Gabaldon przetłumaczono na 19 języków i wydano w 23 krajach.

/opis z lubimyczytac.pl/

Lolanta:

Wybaczcie, ale nie dałam rady przeczytać tej książki. Zawsze staram się czytać wszystko z naszej listy, nawet, jeśli tematyka w ogóle mnie nie interesuje, bo przecież można się miło zaskoczyć. (Przykład: Murakami i jego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”.) Tym razem niestety mnie przerosło. Nie powiem, że nie próbowałam, jednak ta próba skończyła się fiaskiem. Od początku towarzyszył mi brak zainteresowania tematem, a sceny łóżkowe wywoływały śmiech. Na dodatek widać było już po tych pierwszych 50 stronach, że książka będzie mocno się rozwlekać nad każdą „pierdółką”, a tego nie zniosę. Nie podobała mi się perspektywa męczarni przez kolejne prawie 700 stron, więc stwierdziłam, że akurat tę lekturę zostawię dla kogoś, kto lubi tego typu powieści.

Miss Attitude:

Utknęłam w połowie powieści, ale myślę, że mam już raczej ukształtowane zdanie na jej temat. Romans przyciągający czczą obietnicą powieści historycznej, a której to interesujące tematy Anglii i Szkocji w tamtych czasach zostały zaledwie liźnietę.

Nie można odmówić tej powieści wartkiego języka, bo z pewnością można wartkiej akcji. Rozwleczona historia przerywana scenami seksu i przepychanek słownych.

Zapowiadało się interesująco i bardzo spodobał mi się pomysł podróży w czasie, ale bohaterka jest dla mnie niewiarygodna. Rozumiem, że muskuły Szkota mogły zawrócić jej w głowie, ale każda osoba na jej miejscu rozpaczliwie próbowałaby wrócić do domu lub choćby poszukiwać odpowiedzi jak to się stało, a zdawało się, że autorka zapominała o początku tej historii i brnęła w klasyczny romans.

Ciekawa jestem za to jak zrealizowali serial „Outlander” na podstawie tej powieści. Dam szansę odcinkowi pilotowemu. „Outlander”

„Czarnobylska modlitwa. Kronika Przyszłości” Swietłana Aleksijewicz

„26 kwietnia 1986 o godzinie pierwszej minut dwadzieścia trzy i pięćdziesiąt osiem sekund seria wybuchów obróciła w ruinę reaktor i czwarty blok energetyczny elektrowni atomowej w położonym niedaleko granicy białoruskiej Czarnobylu. Katastrofa czarnobylska była najpotężniejszą z katastrof technologicznych XX wieku.”

Dwadzieścia lat później Swietłana Aleksijewicz wróciła do Czarnobyla. Rozmawiała z ludźmi, dla których ten dzień był końcem świata, którzy żyć nie powinni, ale przeżyli i żyją, bo żyć trzeba. A oni opowiedzieli jej o tym, co wydarzyło się wtedy, i o tym, co jest tam dziś. O ponad dwóch milionach Białorusinów, których zapomniano przesiedlić poza strefę skażoną, o dzieciach bez włosów, o zwierzętach o smutnych oczach, które zamieszkały w porzuconych ąęęŻü, o dziwnych stworach, które pojawiły się w rzekach i lasach. I o tym, że mimo wszystko ludzie chcą być szczęśliwi.

Podobnie jak w książce o radzieckich żołnierkach wybitna białoruska dziennikarka stawia nas wobec bezlitosnej prawdy. To książka o apokalipsie, która nastąpiła pewnej kwietniowej nocy tuż za naszą wschodnią granicą.

/opis za lubimyczytać.pl/

Lolanta:

„Czarnobylskiej modlitwy” nie czyta się „na raz”. Trzeba robić przerwy, żeby choć chwilę zastanowić się nad nowymi informacjami i losem ludzi, których historię poznajemy w tej książce. To pozycja przejmujaca i bardzo niewygodna, bo odkrywa nieprzyjemną prawdę. Prawdę o cierpieniu, kłamstwach i zaniedbaniach. Prawdę o konsekwencjach.

Dla mnie, głos Swietłany już na zawsze zostanie głosem Krystyny Czubówny. Po raz kolejny „czytałam” książkę tej autorki w wersji audiobookowej i bardzo polecam Wam taki sposób czytania reportaży – robią ogromne wrażenie.

Wybaczcie, że tak krótko, ale „Krzyku Czarnobyla”* słuchałam niedługo po tym, jak dziennikarka dostała Nobla (czyli pół roku temu), więc moje wrażenia nie są już takie świeże i nastawione na najmocnejsze szczegoły.

Moja ocena: 8/10 czyli rewelacyjna

Miss Attitude:

Nie sposób ocenić pozycję, która jest reportażem. Była to dla mnie wstrząsająca lektura, która pozwoliła mi poznać szczegóły wydarzeń, o których miałam małe pojęcie.

Autorka dotarła do wielu osób, świadków, cierpiących do dziś przez skutki tej katastrofy, a ich relacje są naprawdę przejmujące i smutne. Rację ma Lolanta, że nie można przeczytać tej książki na raz, ogrom emocji, która jej towarzyszy jest po prostu zbyt duży.

To wstrząsający dokument opowiadający o jednym dniu, który zmienił życie wielu osób.

Nie jestem w stanie jej ocenić, bo jak tu ocenić cierpienie ludzi?

*pod takim tytułem książka ukazała się z wydawnictwa Świat Książki

Donna Tartt – „Szczygieł”

Jak daleko można się posunąć, by oszukać los?377171-352x500

Theo Decker cudem udaje się przeżyć wybuch. W irracjonalnym odruchu wykrada z ruin muzeum niewielki obraz. Ulubiony obraz matki, którą stracił w zamachu.

Szczygieł, pilnie strzeżony symbol bezpowrotnie utraconego życia, będzie towarzyszył Theo w nieustającej podróży: od ekskluzywnych apartamentów przy Park Avenue po rozpustę półświatka w Las Vegas. Z podupadającego nowojorskiego antykwariatu po ciemne zakątki Amsterdamu. Obraz, który początkowo jest dla Theo bezcennym skarbem, z czasem sprowadzi na niego śmiertelne niebezpieczeństwo.

Miss Attitude:

Przyznam, że bałam się tej powieści. Jej objętości, entuzjastycznych recenzji, tego, co w niej znajdę i czy się nie rozczaruję. Już od pierwszych słów zrozumiałam jednak, że Donna Tartt do mnie trafia i lektura tej powieści będzie przyjemnością. 

Sczerze mówiąc nie wiem, czy mogę wypowiadać się na temat tej powieści, ponieważ jestem jeszcze w trakcie lektury. Do tej pory zdążyłam jednak zauważyć, że jest ona pełna osobistych przeżyć dojrzewającego, bardzo samotnego człowieka. Jego historia wydaje się intrygująca i z pewnością naznaczona traumatycznymi wydarzeniami.

„- Ludzie umierają, jasna sprawa – mówiła mama. – Ale to, że tracimy przedmioty, to takie bolesne i niepotrzebne. Przez zwykłe niedbalstwo. Pożary, wojny. Magazyn z prochem w Partenonie. Rzeczywiście cudem jest każda rzecz, którą udaje się ocalić z przeszłości. „

Przebija z kart powieści przywiązanie do przedmiotów z duszą, graniczące wręcz z obsesją. Nie można jednoznacznie jednak stwierdzić o czym jest ta książka. Trzeba się w nią „wgryźć”, czytać nieśpiesznie, by zauważyć i docenić kunszt literacki autorki. 

Wracam do lektury, jednak na tę chwilę jest to dla mnie 8/10. 

Lolanta:

„Ten maluszek, powiedział Boris w samochodzie w drodze do Antwerpii. Wiesz, że malarz go widział – nie malował go z głowy? Żył naprawdę, przykuty tam łańcuszkiem do ściany. Gdybym go zobaczył wśród kilkunastu innych ptaków tego samego rodzaju, wskazałbym go bez problemu. I ma rację. Ja też. I gdybym mógł cofnąć się w czasie, raz-dwa przeciąłbym ten łańcuch i ani przez chwilę nie martwiłbym się, że ten obraz nigdy nie powstanie.”

Zawsze jak mam pisać o tak sławnych i okrzykniętych sukcesem książkach, boję się, że cokolwiek jeszcze powiem – już było. Nie chcę powtarzać po innych, jakie to genialne dzieło. A zresztą, czy genialne? Bardzo dobre. To na pewno. Najnowsza powieść Donny Tartt dała mi wiele godzin przyjemności czytania, to książka którą warto poznać. Podobnie jak Miss Attitude obawiałam się, że powieść będzie przyciężkawa. Że odłożę ją, zniechęcona, po kilku próbach „przebrnięcia”. Nic z tych rzeczy. Powieść wciąga, a wydarzenia, choć niespieszne, absorbują umysl i po każdorazowej lekturze fragmentu, jeszcze długo myśli na jego temat kołatały mi się w głowie. A że nie potrafię o tym pisać… cóż, nauczka dla mnie, żeby następnym na bieżąco robić szczegółowe notatki 😉

Moja ocena: 8/10 (rewelacyjna)