Klubowe podsumowanie sierpnia 2015

Koniec lata zwykle nie nastraja zbyt pozytywnie, ale mamy nadzieję, że Was to za bardzo nie rusza. Może czasu będzie teraz trochę mniej na czytanie, ale za to ile nowości książkowych wychodzi jesienią! To powinno osłodzić Wam nadejście tej ponurej pory roku, (bo nie oszukujmy się, większość dni jest jednak ponura, a nie piękna i złota).

A co działo się na Pingerowym Klubie Książki? Tym razem książki były dwie, ale dosyć cienkie.

„Wybacz mi, Leonardzie” Matthew Quicka to młodzieżówka, wcale nie lekka, bo traktuje o zmaganiach wewnętrznych młodych ludzi i problemie samobójstwa. Nasze wrażenia z tejże lektury możecie przeczytaj W TYM WPISIE.

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Haruki Murakami to pozycja z działu biografii, nie tylko o bieganiu, jak wskazuje tytuł, (ale głównie). Jak odebrałyśmy tę autobiografię, dowiecie się z TEGO WPISU.


U Miss Attitude w tym miesiącu cicho, ale to nie znaczy, że nie czyta, tylko, że nie ma czasu pisać recenzji. Miejmy nadzieję, że nadrobi we wrześniu J

Lolanta, jak zwykle się rozpisała, choć i tak mniej niż w lipcu. Do kupy zebrała też najlepsze książki, które przeczytała dotychczas w tym roku. Czytać tutaj.


A we wrześniu planujemy „Dallas ’63” Stephena Kinga. Kalendarz podpowiada, że zostało już tylko 12 dni, więc lepiej zabierzcie się za czytanie, bo to niezły grubas J

Reklamy

Matthew Quick „Wybacz mi, Leonardzie”

Leonard Peacock kończy osiemnaście lat. Z tej okazji szykuje prezenty dla przyjaciół, goli głowę na łyso i zabiera do szkoły pistolet… Tego dnia zamierza rozliczyć się z przeszłością i dorosłymi, którzy go nie rozumieją. W świecie Leonarda nie ma miejsca na kompromisy, wszystko jest albo czarne, albo białe. Jak w starych filmach z Humphreyem Bogartem… Pif-paf!

„Wybacz mi, Leonardzie” to jedna z trzech powieści młodzieżowych Matthew Quicka. To książka o szukaniu zrozumienia i buncie przeciwko zasadom, którymi kierują się dorośli.

Opis z lubimyczytac.pl


Lolanta:

Zanim zabrałam się za Wybacz mi Leonardzie, jedenastą pozycję z listy PKK na rok 2015, zdążyłam wcześniej przeczytać dwie inne książki tego autora: Poradnik pozytywnego myślenia oraz Niezbędnik obserwatorów gwiazd. Kiedy pierwsza skierowana jest do dorosłych, odbiorcą drugiej z nich jest młodzież. Co łączy te dwie pozycje, to emocjonalne problemy bohaterów, mocno ocierające się o chorobę psychiczną. W Wybacz mi, Leonardzie również można zaobserwować taką tendencję i muszę przyznać, że jest to mocna strona prozy Matthew Quicka. Ma on szeroką wiedzę na temat psychologii człowieka i potrafi ją odpowiednio wykorzystać w swoich powieściach.

Ciekawe, czy rzeczywiście tylko ja to zauważyłem, a jeśli tak, co to o mnie mówi. Czy oznacza to, że jestem dziwny? (Albo dziwniejszy, niż mi się wydawało?) A może po prostu spostrzegawczy?

Tym razem mamy do czynienia z osiemnastolatkiem, który postanawia zabić kolegę, a potem siebie. Nie od razu dowiadujemy się, dlaczego. Książka napisana jest w narracji pierwszoosobowej, co pozwala odbierać ją bardziej osobiście, jak pamiętnik chłopca. Leonard Peacock stopniowo, krok po kroku opowiada, co wydarzyło się w jego życiu, doprowadzając go to takiej rozsypki. Jego wypowiedzi charakteryzują częste i długie przypisy. Te dygresje ze strony Leonarda, czasem mogą wybijać z rytmu, ale bywają też zabawne, więc warto czytać je na bieżąco. Tym bardziej, że ich treść ma spore znaczenie dla całości.

Autor kładzie nacisk na inność, ale nie sugeruje prób dopasowania się do identycznych kopii ludzkich amerykańskiego społeczeństwa. Mimo problemów psychicznych, jakie powoduje inność, proponuje by ją zaakceptować i cieszyć się z niej.

Podczas jednej z rozmów po lekcji Herr Silverman powiedział mi, że kiedy jakiś człowiek sprzeciwia się zastanemu porządkowi i zaczyna więcej wymagać od siebie, to nawet jeśli swoim postępowaniem przynosi korzyści innym, ludzie mają mu to za złe, głównie dlatego, że brakuje im siły, aby pójść w jego ślady.

Wydaje mi się, że młodzi czytelnicy bardziej docenią tę książkę niż ja, bo łatwiej będzie im się w niej odnaleźć. To jedna z ciekawszych powieści, których adresatem jest młodzież, jakie ostatnio czytałam. Matthew Quick nie boi się trudnych tematów i niewygodnych pytań. Dobrze napisana, interesująca.

Moja ocena: 6/10 (dobra)

Miss Attitude:

Ludzie płacą za to, co robią, a w jeszcze większym stopniu za to, czym się stali. A płacą za to w bardzo prosty sposób – pozostałym życiem.

Jest to moja trzecia książka Matthew Quicka, po „Poradniku pozytywnego myślenia” i „Niezbędniku obserwatorów gwiazd” i zarazem, moim zdaniem, najsłabsza z nich.

Nie ukrywam, że pewne przemyślenia Leonarda – głównego bohatera, który pewnego dnia wyrusza do szkoły, by zabić swojego kolegę i siebie samego, po drodze wręczając niektórym prezenty – były mi bliskie i rozumiałam motywy, które nim kierowały. Choć nie byłam outsiderem w takim wymiarze, w jakim Peacock, to niektóre opisy poruszyły moją czuła strunę.

Ale czy ta książka rzeczywiście powinna być kierowana do młodzieży? Czegoś mi w niej brakowało. Powód krucjaty Leonarda był opisany po macoszemu, trochę na siłę. Nie podobał mi się też przekaz, który w pewnym momencie wybrzmiewał z tej książki – nie musisz się dostosować, pierdol to, najwyżej przyjdziesz do szkoły z pistoletem!

Listy z przyszłości byłyby ciekawym zabiegiem, gdyby nie były tak futurystyczne – a może to ja, nie lubiąca takich klimatów, nie za bardzo potrafiłam się w to wczuć. Opisane było to raczej dezorientująco – nie wiedziałam, czy to rzeczywiście opis przyszłości, sen, czy fantazja.

Leonard Peacock jest dziwny, zamknięty w sobie, opuszczony przez matkę i balansujący na granicy zdrowego rozsądku, rozpaczy i szaleństwa.

Zdaniem Herr Silvermana o pronazistowskie sympatie oskarżano również Walta Disneya, który  rzeczywiście chodził na spotkania nazistów, umieszczał antysemickie obrazy w swoich kreskówkach i przyłączył się do grupy, która dyskryminowała Żydów w branży rozrywkowej. Walt Disney! Trudno uwierzyć, jak wielu ludzi ma skrycie poglądy rasistowskie. Miliony poczciwych dzieciaków z całego świata przyjeżdżają do parków rozrywki Walta Disneya i znakomicie się bawią z całą rodziną – a wszystko to odbywa się według zamysłu sympatyka nazistów. Dlaczego prawie nikt o tym nie mówi? Herr Silverman twierdzi, że Disney chciał stworzyć utopię tak pociągającą, tak przekonującą, że nikt nie odważyłby się jej oprzeć. „Kogo wam to przypomina?”, spytał Herr Silverman, a my rozumieliśmy, że odpowiedź brzmi: Hitlera. Kilkoro uczniów miało za złe Herr Silvermanowi tego rodzaju porównania. Lori Sleeper zaprotestowała: „Dlaczego próbuje pan zniszczyć nasze dzieciństwo?”. Na co on odparł: „Wolałabyś nie wiedzieć, że Walta Disneya często oskarża się o sympatie nazistowskie?”. Lori Sleeper zawołała: „TAK!”, czym wprawiła mnie w lekkie przygnębienie, ponieważ widziałem, że naprawdę tak myśli. Chowanie głowy w piasek to niezwykle popularna strategia w mojej szkole. Można odnieść wrażenie, że nawet gdyby parki rozrywki Disneya zasilano energią generowaną przez niewolników sprowadzanych potajemnie z Afryki, ludzi skutych łańcuchami i zmuszonych do napędzania stacjonarnych rowerów podłączonych do generatorów prądu, ludzi chłostanych, zamykanych na noc w klatkach i niedożywionych – mieszkańcy Ameryki nadal przywoziliby swoje dzieci do Disneylandów. Dopóki nie musieliby oglądać na własne oczy chłostanych niewolników. Wystarczy ukryć okropieństwa, a większość Amerykanów przejdzie nad tym do porządku dziennego. Przygnębiające.

Książki Matthew Quicka przyciągają mnie swoimi ciekawymi okładkami. Zostaję przy nich dla interesującej, innej treści. Nie tylko dla młodzieży.