Stephen King “Dallas ‘63”

Najnowsza powieść Stephena Kinga „Dallas ’63” odwołuje się do klasycznego motywu literatury fantastycznej, czyli podróży w czasie. Korzystając z tajemniczego portalu, główny bohater opowieści cofa się do 1958 roku i podejmuje próbę powstrzymania zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy’ego.

„Dallas ’63” to hołd złożony prostszym czasom i poruszająca opowieść pełna gwałtownie narastającego suspensu, to Stephen King w swoim najlepszym epickim wydaniu.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/114884/dallas-63

Lolanta:

Kiedy ponad trzy lata temu, za sprawą PKK poznawałam książki Stephena Kinga, nie przypuszczałam jeszcze, że stanie się on jednym z moich ulubionych autorów. Może nie mam do niego takiego sentymentu jak do ukochanego Johna Irvinga, (bo Kinga jednak znam o wiele krócej), ale pod względem genialności literackiej mogę tych panów postawić na równi. „Dallas ’63” udowodniło jak doskonałym twórcą charakterów i fabuły jest King, oraz że swoją koronę może nosić z dumą i całkowicie zasłużenie.

Jak wiadomo z opisu, mamy do czynienia z podrożą w czasie.
Jake przechodzi do 1958 przez portal w Al’s Diner. Zadanie ma jedno: zapobiec śmierci Johna F. Kennedy’ego w 1963 roku. W tym celu prowadzi obserwację mordercy, sprawdza, czy wszystkie znane dotychczas fakty się zgadzają, rozważa teorie spiskowe powstałe już po śmierci prezydenta. Wszystko to, by nie popełnić błędu, by nie sprzątnąć niewłaściwej osoby. Przyznam, że słabo znam historię Ameryki, ale to zupełnie nie przeszkadzało, bo autor doskonale opisał najważniejsze elementy, bez zanudzania.

„Dallas ’63” to z jednej strony pochwała prostszego życia, braku potrzeby zamykania drzwi na klucz, nieznajomości Internetu i telefonów komórkowych. Z drugiej: nieświadomość, co do szkodliwości np. nikotyny, czy problem segregacji rasowej, której główny bohater nie potrafił zaakceptować, a w pewien sposób musiał, by dostosować się do otoczenia.

Ale to nie wszystko. Powieść ma mnóstwo wątków pobocznych, które cieszą równie mocno jak wątek główny. Jake nie próżnuje przez te 5 lat, które zmierzają ku zamachowi na JFK. Zamieszkuje w niewielkim miasteczku, podejmuje pracę nauczyciela, jednocześnie pisze książkę i prowadzi obserwacje w Dallas. Poznaje ciekawych ludzi, zaprzyjaźnia się, a nawet zakochuje. To nie jest zwykła powieść fantastyczna, na to zawiera zbyt wiele innych elementów. To jednocześnie książka obyczajowa, historyczna, sensacyjna i kryminalna. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Mimo swojej objętości czyta się bez znudzenia i z wielkim zaciekawieniem. To najlepsza powieść o podróży w czasie, jaką czytałam. Bardzo, bardzo polecam, jak dla mnie – mistrzostwo J

Moja ocena wg. skali lubimyczytac.pl: 9/10 czyli wybitna

Miss Attitude:

Moja znajomość z panem Kingiem zaczęła się już kilka dobrych lat temu i wiem, że można się od niego spodziewać powieści życia, czyli takiej, po lekturze której zastanawiałam się dlaczego nie sięgnęłam po nią wcześniej, jak i dość nudnawej powieści, która broni się tylko dobrym rzemiosłem autora.

Czytało mi się dobrze, ale długo. Długo, bo w e-booku, w ulubionej bibliotece ktoś zawsze sprzątnął mi ją sprzed nosa. Taką objętość nie dało się jednak połknąć w dwa wieczory, dodatkowo wciąż czytam na laptopie, bo odkładam kupno Kindle’a.

Trochę się obawiałam tej objętości. Facet przenosi się w czasie i próbuje zapobiec zabójstwu prezydenta Kennedy’ego i co? King opisze nam to krok po kroku? Czy może okaże się, że to horror, a sam prezydent jest jakimś rodzajem zombie, który jednak należy zabić?

I tu zaskoczenie, bo ta powieść była trochę inna, niż przyzwyczaił mnie do tego autor. Oczywiście, tak jak w każdej, każdy szczegół jest dopracowany, postacie rozpisane genialnie i nie ma tam przypadkowych bohaterów, czy nudnych i niepotrzebnych opisów. Wszystko jest na swoim miejscu. Kolejnym plusem jest sama fabuła – można by pomyśleć, że porywając się na taką tematykę może temu nie sprostać, ale wyszło mu to wyśmienicie. Bohater powieści, Jake Epping aka George Amberson, cofa się w czasie do roku 1958 i ma aż 5 lat, które musi tam spędzić, zanim dojdzie do wydarzeń, którym musi zapobiec. Poznaje ten świat od podszewki – segregacja rasowa, domy nie zamykane na klucz, brak telefonów komórkowych, to jedne z niewielu rzeczy, z którymi się zetknął.

Oprócz fantastycznej powieści przygodowej o podróży w czasie, mamy tutaj także trochę kryminału i szczyptę romansu, dzięki któremu wszystko nabrało nowego wymiaru – Dallas ’63 to nie tylko walka dobra ze złem, ale także podążanie za swoim marzeniem, miłości i zdolności do poświęceń w jej imieniu.

King w ciekawy sposób wplótł w powieść efekt motyla, wszystko miało tutaj swoje konsekwencje i choć bohater myślał, że przeszłość pozostaje bez wpływu przez jego wycieczki w czasie, to jednak po czasie okazało się, że się mylił.

Kolejny raz autor umiejscawia po części swoją powieść w Derry. Jeśli nie czytaliście „To”, to w pewnym momencie nie załapiecie momentu spotkania George’a Ambersona z tym mrocznym miastem.

Cóż mogę więcej powiedzieć? Ta powieść ma w sobie wszystko, czego oczekuję od powieści, dodatkowo ma, według mnie, najlepsze zakończenie ze wszystkich powieści Kinga, które przeczytałam. Idealnie nadaje się na ekranizacje i okazuje się, że już za rok trafi na mały ekran – podobno w rolę głównego bohatera w serialu wcieli się James Franco (nie, nie, nie, nie widzi mi się to!).

Mój czytelniczy świat byłby bardzo ubogi bez Stephena Kinga 🙂

Reklamy

Klubowe podsumowanie sierpnia 2015

Koniec lata zwykle nie nastraja zbyt pozytywnie, ale mamy nadzieję, że Was to za bardzo nie rusza. Może czasu będzie teraz trochę mniej na czytanie, ale za to ile nowości książkowych wychodzi jesienią! To powinno osłodzić Wam nadejście tej ponurej pory roku, (bo nie oszukujmy się, większość dni jest jednak ponura, a nie piękna i złota).

A co działo się na Pingerowym Klubie Książki? Tym razem książki były dwie, ale dosyć cienkie.

„Wybacz mi, Leonardzie” Matthew Quicka to młodzieżówka, wcale nie lekka, bo traktuje o zmaganiach wewnętrznych młodych ludzi i problemie samobójstwa. Nasze wrażenia z tejże lektury możecie przeczytaj W TYM WPISIE.

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” Haruki Murakami to pozycja z działu biografii, nie tylko o bieganiu, jak wskazuje tytuł, (ale głównie). Jak odebrałyśmy tę autobiografię, dowiecie się z TEGO WPISU.


U Miss Attitude w tym miesiącu cicho, ale to nie znaczy, że nie czyta, tylko, że nie ma czasu pisać recenzji. Miejmy nadzieję, że nadrobi we wrześniu J

Lolanta, jak zwykle się rozpisała, choć i tak mniej niż w lipcu. Do kupy zebrała też najlepsze książki, które przeczytała dotychczas w tym roku. Czytać tutaj.


A we wrześniu planujemy „Dallas ’63” Stephena Kinga. Kalendarz podpowiada, że zostało już tylko 12 dni, więc lepiej zabierzcie się za czytanie, bo to niezły grubas J

Miasteczko Derry z książek Stephena Kinga

W niedawno czytanej „Bezsenności” znalazłam opis słynnego Derry, miasteczka wymyślonego przez Stephena Kinga, w którym umiejscowił akcję wielu ze swoich powieści. Zawsze fascynowało mnie miejsce pochodzenia Pennywise, więc zaczęłam grzebać głębiej w tym temacie.

Jak wiele większych i znacznie ważniejszych miast, pierwsi osadnicy wybudowali Derry w najgorszym i geograficznie najbardziej nieodpowiednim miejscu pod słońcem. Powstało na stromych zboczach doliny, przez którą płynęła leniwie rzeka Kenduskeag. Oba brzegi zarastała splątana zieleń Pustkowi. Z dachu szpitala wyglądało to tak, jakby serce miasta przebijał cienki zielony sztylet… tyle że w nocy sztylet ten wydawał się czarny. Na jednym zboczu doliny znajdowało się Old Cape – modne powojenne osiedle lśniące szkłem, z luksusowym centrum handlowym. Drugie zajmowało coś, co obywatele Derry mieli na myśli, kiedy mówili „śródmieście”. Centrum śródmieścia było Milowe Podejście, dalej Witcham Street, rozdzielająca się w plątaninę uliczek, z których jedną była Harris Avenue – to po stronie zachodniej. Main Street oddzielała się od Witcham Street mniej więcej w połowie Milowego Podejścia i prowadziła na południowy zachód, na niższe zbocze doliny. Tę część miasta nazywano Wzgórzem Main Street albo Bassey Park. A teraz na samej górze Main Street…

Derry mieści się w stanie Maine, wzdłuż autostrady I-95. Sąsiadują z nim: Dexter, Old Town, Bangor i Haven. Steven King przyznaje, że Derry częściowo wzorowane było na istniejącym na mapie Maine Bangor (miejsce zamieszkania autora).


Zaczęło się w 1981 roku od opowiadania „The Bird and the Album”, ale w pełnej krasie, King pokazał Derry dopiero w 1986 roku w „It” czyli słynne „To”. To tam wszystko tak naprawdę się zaczęło. To miejsce jest domem ohydnego klauna mordercy, Pennywise’a. I jak pisze autor w „Bezsenności”: „Bo Derry jest inne. Linie sił zaczynają się zbiegać właśnie w Derry. Wiem, jak trudno w to uwierzyć… ale mówię prawdę.” I z tej samej książki: Siły. W Derry działają siły, o których z pewnością wolałbyś nie wiedzieć. Są tu… no, powiedzmy, że są to istoty. Na razie jeszcze cię nie zauważyły, ale jeśli nie przestaniesz wchodzić mi w drogę, to na pewno zauważą. A tego byś nie chciał. Uwierz mi, na pewno byś nie chciał. Siły. Istoty.”

Ważniejsze miejsca w Derry:

29 Neibolt Street – pod tym adresem, niedaleko torów kolejowych, mieści się stary opuszczony dom z powieści To. Właśnie tam, pod po raz pierwszy Eddie Kaspbrak spotyka To pod postacią bezdomnego. Później Billy i Richie, w tym samym miejscu spotykają To we wcieleniu wilkołaka. (na mapie pod numerem 36)

The Barrens (Pustkowia) zarośnięte, zaniedbane miejsce spotkań Klubu Frajerów, mieści się na lewym brzegu strumienia Kenduskeag.

Kanał Kenduskeag – przechodzi pod miastem, nim przemieszczał się Pennywise, tam wciągał swoje ofiary. Klub Frajerów udaje się do kanału w celu odnalezienia i pokonania To.

Biblioteka – tam pracuje dorosły już Mike’a Hanlona (na mapie nr 19)

Derry Town Damp (wysypisko śmieci) – to tu najczęściej spotykają się przeciwnicy Klubu Frajerów, najgorsi młodociani kryminaliści pod przewodnictwem Henrego Bowersa. Doszło tu do kilku starć i nieprzyjemnych sytuacji. (nr 33 na mapie)

Derry Civic Center (Centrum Pomocy) – miejsce spotkań ofiar przemocy domowej z Bezsenności.

Harris Avenue gdzie mieściły się domy Ralpha Robertsa, Lois Chasse, Eda, Heleny i Natalie Deepneau oraz osiedlowy sklepik Czerwone Jabłuszko (na mapie nr 41-44)

The Standpipe (wieża wodna) – Stan Uris zaobserwował tam To w postaci małych topielców (na mapie nr 32)


Niektórzy mieszkańcy Derry:
William „Stuttering Bill” Denbrough, George Denbrough, Mike Hanlon, William Hanlon, Benjamin Hanscom, Eddie Kaspbrak, Beverly Marsh, Alvin Marsh, Richie Tozier, Stan Uris, Henry Bowers, Victor Criss, Reginald „Belch” Huggins, Patrick Hockstetter, Eddie Corcoran, Peter Gordon, Moose Sadler, Gard Jagermeyer, Richard „Dick” Halloran, Jim Sullivan, Norbert Keene, Ralph Roberts, Lois Chasse, Ed, Helen i Natalie Deepneau

Stephen King umieścił główną akcje w Derry, w tych oto książkach:

  1. „The Bird and the Album” (1981)
  2. „It” (1986) To pojawiło się na PKK już dawno temu, czytaj TU
  3. „Insomnia” (1994) Bezsenność
    na PKK TU
  4. „Bag of Bones” (1998) Worek kości
  5. „Dreamcatcher” (2001) Łowca snów
  6. „Fair Extension” (2010) nowela
  7. „11/22/63” (2011) Dallas ’63

W jakich jeszcze książkach pojawia się Derry?

Opowiadania:

  1. „Uncle Otto’s Truck” (1983) opowiadanie z tomu Skeleton Crew
  2. „Mrs. Todd’s Shortcut” (1984) opowiadanie z tomu Skeleton Crew
  3. „The Night Flier” (1988) opowiadanie Nocny latawiec z tomu Marzenia i koszmary
  4. „Autopsy Room Four” (1997) opowiadanie z limitowanej edycji Six stories
  5. „The Road Virus Heads North” (1999) opowiadanie z tomu Everything’s Eventual
  6. „Mute” (2007) opowiadanie z tomu
    Just After Sunset

Nowele:

  1. „Full Dark, No Stars” (2010) Czarna bezgwiezdna noc
  2. „The Body” (1982) nowela Ciało ze zbioru Cztery pory roku, o którym pisałam TUTAJ
  3. „Secret Window, Secret Garden” (1990) nowela z tomu Four Past Midnight
  4. „Hearts in Atlantis” (1999) zbiór nowel Serca Atlantydów

Powieści:

  1. „The Running Man” (1982) Uciekinier
  2. „Pet Sematary” (1983) Cmętarz zwieżąt
  3. „The Tommyknockers” (1987) Stukostrachy
  4. „Needful Things” (1991) Sklepik z marzeniami
  5. „The Dark Tower VII: The Dark Tower” (2004) siódma część serii Mroczna wieża
  6. „Lisey’s Story” (2006) Historia Lisey
  7. „Under the Dome” (2009) o Pod Kopułą pisałam TUTAJ

Mapy i informacje zebrałam ze stron:

http://www.wcpo.com/news/national/fans-map-the-spooky-real-life-locations-of-stephen-kings-novels

http://stephenking.wikia.com/wiki/Derry,_Maine

http://en.wikipedia.org/wiki/Derry_(Stephen_King)

Lolanta


Stephen King – „Bezsenność”

352x500 (1)Bohaterem powieści jest mężczyzna cierpiący na bezsenność, Ralph Roberts. Im krócej sypia, tym dziwniej postrzega świat i ludzi wydaje mu się, ze zaczyna widzieć ich aury, a także tajemnicze istoty towarzyszące zgonom jego znajomych i przyjaciół. Tymczasem miasto jest rozrywane społecznymi zamieszkami spowodowanymi powstaniem szpitala, centrum opieki, w którym dokonuje się m.in. zabiegów aborcji. Inspirują je zrzeszeni w Pro-Life obrońcy życia nie narodzonych dzieci. Na czele ruchu stoi człowiek obłąkany, sadysta skazany za znęcanie się nad własną rodziną. Planuje on zamach na centrum i zgładzenie przebywających tam ludzi. Jest wśród nich chłopiec, w którego rękach spoczywa los wszechświata. Tylko Ralph dzięki swoim niezwykłym zdolnościom postrzegania może ich ocalić…

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/171717/bezsennosc

Miss Attitude:

Uwielbiam Kinga, bo jest co uwielbiać. Potrafi podać najbardziej niewiarygodną historię w taki sposób, że jestem skłonna w to uwierzyć, ba!, zakochać się w bohaterach i z zapartym tchem śledzić ich losy. Dlatego ciężko mi przyznać, że ta książka jest dla mnie jedną z najsłabszych, jakie przeczytałam tego autora. Po jej przeczytaniu jestem skłonna uwierzyć w głosy ludzi, którzy twierdzą, że King jest zwyczajnie cholernie dobrym rzemieślnikiem. Bo tak, widać ogrom pracy przy tej książce, ale im głębiej, tym bardziej traci sens. Jest to ponad 600 stron historii, która nie porywa. Nie wiem, w którą stronę chciał iść King – czy miał być to horror (bo nie przestraszył w ŻADNYM momencie), czy thriller? Czekałam, aż historia nabierze rozpędu, ale snuła się, tak jak bohater – była nudna, a jej tytuł jest przekorny, no naprawdę mnie uśpiła. Recenzja krótka, ale nie mam nic więcej do dodania.. 

Lolanta:

„Bezsenność” zaczęłam czytać akurat w krótkim okresie, kiedy sama miałam problemy ze spaniem. Przewracanie się z boku na bok i brak snu tym bardziej skłaniały mnie do sięgnięcia po tę książkę i pewnie bym to zrobiła, nawet gdyby nie była liście PKK. Trochę się początkowo obawiałam, bo Miss Attitude mnie wyprzedziła i już zdążyła oznajmić, że wyjątkowo ta książka to raczej lek na bezsenność. A ona uwielbia Kinga! Zmartwiłam się, ale cóż, jedna książka, wiele opinii, trzeba przekonać się samemu. Myślę, że dla kogoś, kto nigdy nie miał problemów ze snem i ich nie rozumie, ta książka rzeczywiście może być trochę, (hmmm, aż mi dziwnie, że to mówię o Kingu), nudna. Początek jest niespieszny, główną postacią jest stary człowiek, czyli mało atrakcyjny z punktu widzenia czytelnika, bohater. Ralphowi zmarła żona, a on w ponad miesiąc od jej śmierci zaczął mieć problemy ze snem. A dokładniej to z budzeniem się. Codziennie o kilka minut wcześniej. Dzień w dzień. Albo raczej noc w noc. I zaczyna widzieć aury…

Trudno jest mi określić w jednoznaczny sposób tę powieść, bo jednocześnie mi się podobała i nie podobała. Chociaż… nie jednak z naciskiem na podobała. Dlaczego takie mieszane uczucia? Jak na mój gust było zbyt wiele powtórzeń tych samych aspektów, jakby King przestał wierzyć w swoich czytelników i postanowił powtarzać im do znudzenia pewne rzeczy aż zrozumieją, o co mu chodzi. Kiedy już wszystko mniej więcej staje się jasne, on dla pewności po raz kolejny tłumaczy jak to jest z tymi aurami, że są takie kolorowe. Przez te właśnie powtórzenia książka momentami nużyła, bo nikt nie chce czytać wciąż tego samego tylko ubranego w trochę inne słowa.

Z drugiej jednak strony, widać było, że autor bawi się „Bezsennością”. Dodaje coraz to nowsze, charakterystyczne dla niektórych jego powieści kosmiczne watki. Ja akurat nie jestem fanką tych jego „ufoków” (i nie, nie mam tu na myśli zielonych ludków), ale momentami zabawnie było za ich pomocą śledzić, jaką ścieżką biegnie umysł mistrza. Np. to jak nadaje swoim postaciom właściwości superbohaterów – odmładza ich i uposaża w umiejętności karate pochodzenia kosmicznego. W sumie… ciekawie by było zobaczyć „Bezsenność” jako komiks.

Moja ocena: 6/10 (dobra)

Ciekawa jestem, jak wy odebraliście „Bezsenność”